Start | Mapa | Twój dzielenicowy | Kontakt
Dzisiaj jest Sobota 20 stycznia 2018 roku
    
Nasze pasje/Anna Racław



Starszy sierżant Anna Racław - po służbie

....a po służbie można wskoczyć w auto i pognać do Gdyni na Heineker Opener Festiwal. 1 lipca 2010 rok, upał. Na miejscu gigantyczne kolejki do bramek, po opaskę a potem jeszcze długi spacer do sceny głównej, gdzie o 22.00 ma wystąpić Pearl Jam. Stara już jestem, ale wciąż jestem fanką i nie odpuszczę okazji, aby znaleźć się na ich koncercie, szczególnie, że są tak blisko. Godzina 19.00. Jesteśmy pod samą sceną. Idealnie pośrodku. Super miejscówka. Godzina 20.00 na scenę wchodzi Ben Harper. Czarnoskóry rockman zaczyna łagodnie, by w końcu porwać tłum energetycznymi kawałkami. Ci, co siedzieli na plastikowych kaflach, powstali, a tłum zaczął gęstnieć. Ludzie coraz głośniej śpiewali i bawili się. Jednak wszyscy czekali na Pearl Jam. No, ale do ich występu pozostała jeszcze godzina. I wtedy emocje sięgnęły zenitu - Ben Harper wywołał na scenę Eddiego Veddera i razem wykonali utwór Under the presure. Ludzie szaleli, skakali i skandowali naprzemian "Eddie" i "Ben". Niestety moja idealna pozycja została zagrożona, gdyż kilku wyjątkowo naładowanych energią i sokiem z gumijagód gości poczęło intensywnie skakać, napierać i rozpychać się. To nie było ani mądre ani bezpieczne. Chwila oddechu przyszła, gdy Ben Harper skończył koncert. Pół godziny przerwy. Wtedy, jak mrówki, na scenę wysypali się techniczni. Porównanie nie jest przypadkowe - wszyscy odziani byli na czarno. Trzeba przyznać, że działali bardzo profesjonalnie, szybko i pedantycznie. Tymczasem tłum gęstniał. Słychać było już wszystkie języki świata. Niemiecki, czeski, włoski, angielski a tuż obok mnie kudłaty fan pisał smsa po rosyjsku. Rozpychanie i napieranie spóźnionych fanów zaczęło być męczące. Wiedziałam, że gdy zacznie się koncert będzie dużo gorzej.

No i wykrakałam. Gdy po zagrzewce fanów zespół pojawił się na scenie, zaczął się szał. Pisk, krzyk, wycie. Radość jednym słowem. Zaczęli mocno od Corduroy, a potem już było tylko lepiej. Muzycznie, bo miałam pecha znaleźć się w tak zwanym kotle. Już po chwili byłam gdzieś trzydzieści centymetrów nad ziemią, gdyż intensywne skakanie kilkudziesięciu osób wybiło mnie do góry. Wielu z nich postanowiło dopłynąć do fosy oddzielającej scenę od publiki i wspierani na dłoniach innych osób, swój cel osiągało po drodze kopiąc po głowach przypadkowe osoby. Niewesoło. Więc odpłynęłam na lewo, gdzie rządził fantastyczny Mike McCready! To prawdziwa przyjemność obserwować jak on gra! Potrafi bezbłędnie zagrać solówkę trzymając gitarę za głową. Widziałam to na własne oczy!

Widocznie nie tylko mnie przeszkadzało zachowanie narwańców, gdyż w pewnym momencie wokalista zwrócił się do publiczności prosząc, aby cofnęła się trzy kroki. Liczył do trzech a publiczność miała cofać się w rytm tych słów. Gdy to usłyszałam, zamarłam. Przypomniały mi się obrazy z telewizji, gdy 10 lat temu, dokładnie 30 czerwca, podczas koncertu tej grupy w Roskidle w Danii, dziewięciu fanów zostało stratowanych przez tłum, który najpierw nie reagował, a potem zareagował za późno na odliczanie Veddera. Zespół przeżył to bardzo i przez następne lata unikał występów na festiwalach, koncertował tylko w halach z krzesełkami. Od jakiegoś czasu znów ufają fanom i liczą na ich rozsądek. Dlatego 01.07. Ed zwrócił się do nas słowami "uważajcie na siebie, nie róbcie tego pieprzonego pływania po oceanie, nie będę już więcej przepraszał". Tłum go posłuchał, przynajmniej częściowo, bo nadal ludzie "pływali" po ludziach, ale przynajmniej się cofnęli. I wtedy znów zatriumfowała muzyka. Były kawałki z ostatniej płyty, ale były też te z pierwszej z Alive, Jeremy, Black, Even Flow, Why Go na czele, było Rearviewmirror zakończone przez Eda rzutem gitarą. Było cudowne Daughter wzbogacone Another Brick in the Wall Pink Floydów (co śpiewem wymusiła publicznosć), był Betterman... a zakończyli Rockin in the free world Neila Younga. Niezwykły moment? Gdy po przerwie Jeff Ament wyszedł na scenę w koszulce podarowanej mu przez polskich fanów skupionych wokół Forum Wishlist. Ponoć chyba dzień wcześniej podczas koncertu w Berlinie, jeden z fanów rzucił tą koszulkę na scenę. Wyobrażacie sobie, jak ludzie wyli z zachwytu, gdy basista ukazał się w tejże koszulce? Najśmieszniejszy moment? Gdy Ed mówił po polsku, tłumacząc, że lepiej gra niż mówi. Fakt, choć z wizyty na wizytę polski Veddera się poprawia ?

Po koncercie, który minął szybko, za szybko, choć był dłuższy niż w Chorzowie w 2007 roku, szukałam szczęścia wypatrując zespołu w nadziei na autograf, ale nie miałam farta. Nieszkodzi. To muzyka jest najważniejsza. Wyśpiewałam wszystkie kawałki. Wiem już, że gdy znów przyjadą do nas, będę na koncercie. Chociaż to już dojrzali panowie. Zaraziłam się ich muzyką w liceum. Dziś już nie pamiętam liceum, ale ich wciąż słucham. Są rzeczy, które się nie starzeją...

Ar.








Komenda Miejska Policji w Słupsku
al. 3-go Maja 1
76-200 Słupsk
tel. 59 848 01 00
© 2006-2017
Komenda Miejska Policji w Słupsku
Wszelkie prawa zastrzeżone